Usłyszałam trzask drzwi. Przyszedł albo ojciec, albo brat, albo obaj. Westchnęłam, gdy usłyszałam głośne rozmowy i śmiechy. Czy nawet w sobotę nie można mieć spokoju? Spojrzałam na okrągły metal. Po 19. Dobra. Czy nie można mieć spokoju wieczorem w sobotę?
Zsunęłam moje "wypociny" do szuflady i podeszłam do szafy. Wyjęłam bluzę z rękawami i wsunęłam na siebie. Wychodząc złapałam jeszcze komórkę i słuchawki. Po cichu schodziłam po schodach i skierowałam się do holu. Najciszej jak mogłam włożyłam czarne trampki. Już rękę miałam na klamce, ale usłyszałam zachrypły głos.
-Wybierasz się gdzieś młoda panno? - Spojrzałam na ojca, który wygiął dziwnie brwi.
-Idę pobiegać.- skłamałam.
-O tej godzinie?
-Tak.- odparłam krótko.
-Tylko uważaj na siebie.- skinęłam głową na odpowiedź ojca.
Kawiarnia "Nelox" nie jest jakoś bogato wyposażona, ale jest przytulna i przestronna. Było grubo po 19, więc oprócz jednego mężczyzny i oczywiście kelnerek, i barmana nikogo więcej nie było. Usiadłam na pobliskim stoliku i skupiłam wzrok za obrazem w oknie.
-Co podać?- usłyszałam pełen entuzjazmu głos.
Spojrzałam na właściciela, a raczej właścicielkę ów głosu, Była to brunetka, albo blondynka? Tak czy inaczej końcówki miała blond. Jej pełne usta układały się w promienny uśmiech, a oczy co chwila błyskały. Kurde, ona mi kogoś przypomina, Spojrzałam na jej wyczekującą twarz.
-Emn...- zaczęłam się zastanawiać.- Poproszę herbatę.
Dziewczyna jeszcze szczerzej się uśmiechnęła i poszła. Spojrzałam na mężczyznę, który siedział kilka stolików przede mną. Na głowie miał ciemny kapelusz, przez który wystawały pojedyncze ciemne kosmyki włosów, Oczy miał skupione na gazecie. Nagle obok ciebie stanęła blondynka o złocistych włosach i karmelowych oczach.
-Pani herbata.- uśmiechnęła się i postawiła przede mną kubek gorącej cieczy.
-Dziękuję.
Spojrzałam w stronę mężczyzny. Nikogo tam nie było. Przecież usłyszałabym, gdyby ktoś wychodził. Na stolę spoczywała tylko gazeta. Może poszedł do toalety? Spojrzałam na gazetę, Nawet z tej odległości mogę przeczytać duży nagłówek, Tajemnice Glasgow. Wstałam z krzesła i szybko złapałam gazetę.
Od paru dni w Glasgow zaczynają dziać się potworne rzeczy. Giną i znikają ludzie. Czy to może legenda czy prawda, że w Glasgow żyją wampiry i wilkołaki. Może to być niedorzeczne, ale wszystko na to wskazuję. Ukucia na szyjach pokrzywdzonych i zadrapania. Nikt teraz w Glasgow nie powinien czuć się bezpieczny. Najlepiej nie wychodźcie z domów w godzinach wieczornych...
Chciałam czytać dalej, ale przerwał mi dźwięk otwierających się drzwi, Spojrzałam w tamtą stronę. Troje ciemno ubranych mężczyzn rozejrzało się po kawiarni, Spojrzałam na jedną z kelnerek, która widząc ów postacie stanęła jak wryta, a jej oddech zaczął niebezpiecznie przyśpieszać.
-Czujesz Harry ten zapach?
-Tak. Czarodziejki.
Do kelnerki dołączyła ta druga. Obie są ... zszokowane, zdumione? Wzrok mężczyzn utkwił we mnie. Jeden z nich w przeciągu kilku sekund pojawił się obok mnie. Jak to możliwe? Ja nawet połowy bym w tyle nie przeszła. Zaczęłam odruchowo się cofać, aż nie poczuła stolika za sobą. Spojrzałam na niego. Ciemne, niebieskie tęczówki, porcelanowa twarz, która dodawała mu uroku, pełne, szerokie usta i ciemne kosmyki włosów, które niechlujnie wystawały z czarnego kaptura. Przybliżył swoją twarz do mojej. Czułam jego równy oddech na gołej szyi, bo postanowiłam upiąć wcześniej włosy w kucyka, Nagle odwrócił gwałtownie głowę do reszty.
-No nieźle, W dzień trzy czarodziejki,- zaśmiał się.
-Louis? - zaczął blondyn.
-Co?- spytał ten co stał obok mnie. Louis.
-To córka Alan' a Walker'a,- wskazał na mnie.
-O. Alan'a córka powiadasz? To by wszystko wyjaśniało.
Znów podszedł do mnie i założył opadający kosmyk włosa, który nie dostał się do kitki za ucho.
-Tak czy siak ma bardzo ładną córkę,
Jedna z kelnerek, gdy zauważyła, że nikt na nich nie patrzy skierowała się po cichu do drzwi. Już miała na cisnąć klamkę, ale ...
-Nawet nie próbuj.- odezwał się Louis ze stoickim spokojem.
Wzrok miał skupiony na mnie, ale jakby miał oczy dookoła głowy widział poczynania blondynki. Ona jednak nie wzruszyła się na jego rozkaz. Zaczęła szybszym tępem otwierać, ale bodajże Harry zatarasował jej drogę. Dziewczyna była ewidentnie przerażona. Do jej oczu napływały łzy, a tępo oddechu było przerażające szybkie. Druga kelnerka zaczęła się oddalać od nich. Harry spojrzał na Louis'a pytającym wzrokiem, a Louis zaczął kiwać głową.
-Nie proszę.- dziewczyna zaczęła łkać i wymachiwać rękoma, przy tym mrucząc coś pod nosem.
Harry złapał jej ręcę. Ona zasyczała z bólu. Czy z jej nadgarstków leci krew? Dostrzegłam strużki krwi. Kurde, jak on mocno ją trzyma!
-Żadne zaklęcia ci nie pomogą.- wysyczał jej do ucha i zaczął się zbliżać do jej szyi.
Dopiero teraz zauważyłam kły u Harry'ego. Wampir? Spojrzałam na bezbronną dziewczynę. Zanim zaczęłam myśleć, podbiegłam tam i już miałam odepchnąć Harry'ego, gdy poczułam silne ręce, które odepchnęły mnie na bok tak, że walnęłam w metalową część stolika. Tamta kelnerka podbiegła do mnie i zaczęła sprawdzać głowę. Ja w tym czasie spojrzałam na Harry'ego, który już wbił kły w szyje blondynki. Gdy już skończył ciało blondynki osunęło się na ziemie. Jej głowa tak się ulokowała, że mogłam ją zobaczyć. Szeroko otworzone oczy, które wyrażały już pustkę.
Dziewczyna jeszcze szczerzej się uśmiechnęła i poszła. Spojrzałam na mężczyznę, który siedział kilka stolików przede mną. Na głowie miał ciemny kapelusz, przez który wystawały pojedyncze ciemne kosmyki włosów, Oczy miał skupione na gazecie. Nagle obok ciebie stanęła blondynka o złocistych włosach i karmelowych oczach.
-Pani herbata.- uśmiechnęła się i postawiła przede mną kubek gorącej cieczy.
-Dziękuję.
Spojrzałam w stronę mężczyzny. Nikogo tam nie było. Przecież usłyszałabym, gdyby ktoś wychodził. Na stolę spoczywała tylko gazeta. Może poszedł do toalety? Spojrzałam na gazetę, Nawet z tej odległości mogę przeczytać duży nagłówek, Tajemnice Glasgow. Wstałam z krzesła i szybko złapałam gazetę.
Od paru dni w Glasgow zaczynają dziać się potworne rzeczy. Giną i znikają ludzie. Czy to może legenda czy prawda, że w Glasgow żyją wampiry i wilkołaki. Może to być niedorzeczne, ale wszystko na to wskazuję. Ukucia na szyjach pokrzywdzonych i zadrapania. Nikt teraz w Glasgow nie powinien czuć się bezpieczny. Najlepiej nie wychodźcie z domów w godzinach wieczornych...
Chciałam czytać dalej, ale przerwał mi dźwięk otwierających się drzwi, Spojrzałam w tamtą stronę. Troje ciemno ubranych mężczyzn rozejrzało się po kawiarni, Spojrzałam na jedną z kelnerek, która widząc ów postacie stanęła jak wryta, a jej oddech zaczął niebezpiecznie przyśpieszać.
-Czujesz Harry ten zapach?
-Tak. Czarodziejki.
Do kelnerki dołączyła ta druga. Obie są ... zszokowane, zdumione? Wzrok mężczyzn utkwił we mnie. Jeden z nich w przeciągu kilku sekund pojawił się obok mnie. Jak to możliwe? Ja nawet połowy bym w tyle nie przeszła. Zaczęłam odruchowo się cofać, aż nie poczuła stolika za sobą. Spojrzałam na niego. Ciemne, niebieskie tęczówki, porcelanowa twarz, która dodawała mu uroku, pełne, szerokie usta i ciemne kosmyki włosów, które niechlujnie wystawały z czarnego kaptura. Przybliżył swoją twarz do mojej. Czułam jego równy oddech na gołej szyi, bo postanowiłam upiąć wcześniej włosy w kucyka, Nagle odwrócił gwałtownie głowę do reszty.
-No nieźle, W dzień trzy czarodziejki,- zaśmiał się.
-Louis? - zaczął blondyn.
-Co?- spytał ten co stał obok mnie. Louis.
-To córka Alan' a Walker'a,- wskazał na mnie.
-O. Alan'a córka powiadasz? To by wszystko wyjaśniało.
Znów podszedł do mnie i założył opadający kosmyk włosa, który nie dostał się do kitki za ucho.
-Tak czy siak ma bardzo ładną córkę,
Jedna z kelnerek, gdy zauważyła, że nikt na nich nie patrzy skierowała się po cichu do drzwi. Już miała na cisnąć klamkę, ale ...
-Nawet nie próbuj.- odezwał się Louis ze stoickim spokojem.
Wzrok miał skupiony na mnie, ale jakby miał oczy dookoła głowy widział poczynania blondynki. Ona jednak nie wzruszyła się na jego rozkaz. Zaczęła szybszym tępem otwierać, ale bodajże Harry zatarasował jej drogę. Dziewczyna była ewidentnie przerażona. Do jej oczu napływały łzy, a tępo oddechu było przerażające szybkie. Druga kelnerka zaczęła się oddalać od nich. Harry spojrzał na Louis'a pytającym wzrokiem, a Louis zaczął kiwać głową.
-Nie proszę.- dziewczyna zaczęła łkać i wymachiwać rękoma, przy tym mrucząc coś pod nosem.
Harry złapał jej ręcę. Ona zasyczała z bólu. Czy z jej nadgarstków leci krew? Dostrzegłam strużki krwi. Kurde, jak on mocno ją trzyma!
-Żadne zaklęcia ci nie pomogą.- wysyczał jej do ucha i zaczął się zbliżać do jej szyi.
Dopiero teraz zauważyłam kły u Harry'ego. Wampir? Spojrzałam na bezbronną dziewczynę. Zanim zaczęłam myśleć, podbiegłam tam i już miałam odepchnąć Harry'ego, gdy poczułam silne ręce, które odepchnęły mnie na bok tak, że walnęłam w metalową część stolika. Tamta kelnerka podbiegła do mnie i zaczęła sprawdzać głowę. Ja w tym czasie spojrzałam na Harry'ego, który już wbił kły w szyje blondynki. Gdy już skończył ciało blondynki osunęło się na ziemie. Jej głowa tak się ulokowała, że mogłam ją zobaczyć. Szeroko otworzone oczy, które wyrażały już pustkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz